Kierunek Bosa – Jedziemy

sardynia

Planując naszą podróż po Sardynii, zaznaczyliśmy wiele miejsc na mapie, które chcielibyśmy zwiedzić. Jednym z nich była średniowieczna wioska Bosa (czytaj “Boza”). Położona na północnzachodnim wybrzeżu Sardynii.

Do Bosa dojechaliśmy samochodem podążając drogą szybkiego ruchu E25. Gdy po długiej (dwu godzinnej) podróży zaczęliśmy się w końcu zbliżać do celu wyprawy, naszym oczom ukazał się malowniczy zamek Malaspina. Prezentujący się dumnie na szczycie wzgórza Serravalle. Był to znak, że jesteśmy blisko😃.

Podążając dalej drogą w dół, dostaliśmy się do miasteczka. Z wysokości wygląda ono jakby zostało “podzielone” na dwie części. Wrażenie to spowodowane jest przepływającą przez środek rzeką Temo. Dwie połówki miasta łączy ze sobą śliczny kamienny most, który musieliśmy przejechać, aby znaleźć się w centrum. Tam szybko zorientowaliśmy się, że trudno nam będzie poruszać się samochodem. Ze względu na specyfikę miasteczka i zachowane w nim wąskie, wyłożone kostką i kamieniami uliczki.

Rzeka Temo dzieli miasteczko na dwie części.

Jeżeli Wy również poruszacie się autem, skorzystajcie z naszego doświadczenia i najlepiej od razu zostawcie samochód gdzieś na “uboczu” . Po czym udajcie się pieszo przez cudownie, kolorowy labirynt ulic… Ale spokojnie, nie martwcie się, na pewno się w nim nie zgubicie. Wystarczy, że będziecie kierować się w dół wzgórza. Drogą w stronę rzeki. Przy której znajduje się główna ulica “Corsa Vittorio”.Jest ona bardzo elegancka, a za razem zachowana w oryginalnym włoskim stylu. Widać, że mieszkańcy starannie dbają o swoje domostwa. Metalowe balkony i zewnętrzne facady budynków udekorowali dużą ilością barwnych kwiatów. W każdej kamienicy odmalowali okna i drzwi. Doskonale współgrają one kolorystycznie z pastelowymi kolorami ozdobnego tynku ściennego (charakterystycznego dla tego regionu trachytu).

Zanim jednak zabierzemy Was w podróż po tym magicznym miejscu opowiemy troszkę o historii Bosa.

Bosa “kiedyś” i “dziś”

Malownicze miasteczko Bosa aktualnie położone jest u podnóża wzgórza Serravalle. Jednak pierwotnie zamieszkiwane było po drugiej stronie rzeki Temo (około dwóch kilometrów dalej). Jak zapewne się domyślacie, zostało tutaj przeniesione. Dlaczego? Głównym powodem zmiany lokalizacji byli Arabscy piraci, którzy napadali i rabowali mieszkańców Bosa,powodując tym całkowite opustoszenie wioski. Wskutek tych strasznych grabieży w XI wieku, podjęto decyzję o przeniesieniu osady właśnie tutaj.

Bosa to przykład doskonale rozwijającego się przemysłu skórzanego, który był głównym zajęciem mieszkańców. Produkty wykonywane były z największą precyzją i starannością, co spowodowało ich sławę nie tylko we Włoszech, ale również w “dalekim” świecie. Niestety większość garbarni (zakłady produkcyjne) powoli zaprzestawały produkcji. I tak do drugiej połowy XX wieku po przemyśle skórzanym zostało już tylko wspomnienie😔. Jedynym zachowanym śladem przetwórstwa jest współczesny budynek” Museo delle Conce”, który został odrestaurowany i wykorzystany do przedstawienia procesu powstawania galanterii skórzanej.

Zamkek Malaspina

Największą i najwspanialszą “wizytówką” miasta Bosa jest imponujący zamek Malaspina, położony na szczycie góry.

Mury zamkowe.

Kiedy zakończyliśmy nasz spacer po starym mieście, udaliśmy się na podbój zamku. Aby się do niego dostać, musieliśmy wspiąć się po niekończącej się ilości schodów. Nie liczyliśmy, jak wiele ich było, ale próbując zgadywać, to mogło ich być około 300 lub więcej. Już na początku naszej drogi na szczyt podziwiać mogliśmy niesamowity krajobraz. Jednak widok, który zobaczyliśmy na szczycie, przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania. Błękitno-niebieskie niebo w połączeniu z wyrazistą zielenią gór, kolorowymi dachami miasteczka oraz delikatnie “rozmyty” horyzont. To widok, który na bardzo długo zostanie w naszej pamięci.

Z resztą spójrzcie sami, czy nie jest pięknie?

Panorama miasta.
Widok na miasteczko

Legenda zamku

Kamienne mury zamku w swoim pięknie kryją tragiczną opowieść o zazdrosnym markizie, który w przypływie szału odciął swojej żonie palce. Owinął w chusteczkę, schował do kieszeni spodni i udał się na spotkanie z przyjaciółmi. Tam podczas zabawy (przez przypadek) wyciągnął chusteczkę i palce wypadły na podłogę. Markiza uwięziono, a skamieniałe palce oraz świadków tego zdarzenia (podobno) ukryto w zamkowych murach. Czy to prawda? Oceńcie Sami😀. My podczas spaceru niczego nie znaleźliśmy, ale może Wam się uda…

Dodatkową atrakcją zamku jest niewielki kościół Nostra Signora. Wstąpcie do jego wnętrza i obejrzyjcie ręcznie malowane, hiszpańskie freski przedstawiające sylwetki świętych.

Ściana kościoła udekorowana freskiem.

Wstęp na zamek kosztuje 4 euro za osobę dorosłą i 3.50 euro za dziecko.

Pora ruszać dalej. Zabieramy was do muzeum Casa Deriu.

Muzeum “Casa Deriu”

Budynek muzeum przenosi nas do XVII wieku, czasów, kiedy widoczny był podział na klasy społeczne. Jego nazwa pochodzi od ostatnich właścicieli tej rezydencji. Wchodząc do środka tego dość niewielkiego muzeum, mogliśmy podziwiać wejście udekorowane trzema łukami, wykonanymi z trachitu. Całość ekspozycji podzielono pomiędzy trzy piętra budynku. Na pierwszym piętrze obejrzeliśmy wystawy czasowe. Następnie udaliśmy się schodami na drugie piętro, gdzie przedstawiona jest dekoracja domu w stylu mieszczańskim. Podziwialiśmy tutaj między innymi: oryginalne meble, malowidła ścienne i ręcznie malowane płytki. Największe wrażenie zrobił na nas wspaniały, klasyczny fortepian oraz znakomicie zachowany parkiet z drzewa oliwnego. Nasz wzrok przyciągnął również kolor ścian jednego z pokoi, które zostały pomalowane na różowo. Wszystko razem tworzy jednolitą całość i doskonale oddaje klimat tamtych czasów.

Nicolas przy fortepianie.

Na trzecim, ostatnim piętrze znaleźliśmy wystawę prac lokalnego artysty Melkiore Melis. Wszechstronnie utalentowanego. Uznanego malarza, grafika reklamowego i scenografa.

Bilet wstępu, który kosztował nas 3.5 euro (dziecko 3 euro) upoważnia do obejrzenia wystawy kolejnego lokalnego artysty Antonio Atza. Obrazy znajdują się w budynku “Pinacoteca” po drugiej stronie ulicy. Jeżeli lubicie barwne, nowoczesne kompozycje to na pewno coś dla Was.

Nas czas w Bosa powoli się kończył. Pomimo to, wąskie uliczki zaprowadziły nas do ostatniego przystanku dzisiejszej wyprawy. Przed Nami…

“Kościół Niepokalanego Poczęcia “

Włoska “Cattedra deli Immacilata”, to późniejsza wersja pierwotnego kościoła, który stał właśnie w tym miejscu. Dzięki swej rosnącej popularności w swoich murach gromadził on coraz większą ilość wiernym. Na początku XIX wieku zapadła decyzja o jego przebudowie i przekształceniu w Katedrę. Budowla charakteryzuje się dwiema zewnętrznymi kopułami oraz dzwonnicą, którą do tej pory nie ukończono. Ciekawostką w historii katedry jest powiązanie z legendą o zazdrosnym markizie. Pamiętacie? Był on tak zazdrosny, że podobno wybudował tajemne przejście prowadzące z zamku do wnętrza ówczesnego kościoła dla swojej ukochanej. Chciał on tym sposobem uchronić żonę przed ciekawskimi spojrzeniami mieszkańców.

Wnętrze katedry.

To była ostatnia atrakcja, jaką udało nam się odwiedzić tego dnia. Z wielkim żalem musimy się już pożegnać z Bosa. My udajemy się na kolejne wojaże,, a Was jak zawsze zachęcamy do pozostania z Nami.

Do zobaczenia następnym razem.

Pozdrawiamy z podróży.

Columbowie

Rating: 5 out of 5.

Posted by

Blog podróżniczy. Dla ciekawych świata i ludzi. Zwiedzamy, opisujemy i świetnie się bawimy. Podróże to nasza pasja. Dołącz do naszej załogi, a pokażemy Ci jak tanio podróżować. Zapraszamy na wspólne przygody.

Leave a Reply

Please log in using one of these methods to post your comment:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s